niedziela, 6 października 2013

Chapter Five

Hejka, dzisiaj dla odmiany postanowilam napisac na poczatku.
Wiec w koncu wrocilam z blogiem.
Troche dlugo to trwalo :o
Wyszedl troche nudny, tak mi sie przynajmniej zdaje.
No nic, zapraszam do czytania, jesli przeczytaliscie prosze zostawcie byle jaki komentarz byloby mi bardzo, bardzo milo.
Kocham Was xx


____________



Kiedy się obudziłem było krótko po trzynastej. Zayn nadal spal w najlepsze, więc usiadłem cicho na łóżku i nagle wszystkie wspomnień z wczorajszego wieczora we mnie uderzyły. Zabiłem człowieka. Człowieka który zranił mojego przyjaciela... Ale nadal był on człowiekiem. Może miał dzieci, albo żonę. Łzy zebrały się pod moimi powiekami. Ale opanowałem się kiedy Zayn mruknął coś pod nosem i odwrócił się na drugi bok. Wziąłem swoje ciuchy ale nie przebierałem się. Nawet na to nie miałem siły. Zszedłem po cichu na dół, ale wszyscy nadal spali. Wyszedłem cicho z domu i poszedłem do siebie.
  

Po zjedzonym obiedzie i opowiedzeniu mamie jakiś kłamstw poszedłem wziąć prysznic. Założyłem swoje rzeczy a dresy Zayna dałem mamie która robiła pranie. Później poszedłem do swojego pokoju zamykając okno i dokładnie je zasłaniając. Nie miałem teraz ochoty widzieć Zayna. Usiadłem wygodnie na moim łóżku biorąc laptopa do rąk i zacząłem przeglądać różne portale społecznościowe. Zobaczyłem link u jednego z moich znajomych więc kliknąłem na niego. Po jakimś czasie strona się załadowała. Filmik przedstawiał... palący się magazyn. Dokładnie ten sam w którym wczoraj byliśmy. Na początku trochę się zdenerwowałem, bałem się że ktoś mógł nas zobaczyć. Ale później sobie przypomniałem że mieliśmy prawdopodobnie kradzione auto. Zamknąłem szybko laptopa i położyłem go na podłodze przykrywając się cały kołdrą.
Niebieskie oczy tego faceta pojawiały się w moim umyśle za każdym razem kiedy zamykałem oczy. Nawet nie zauważyłem kiedy kilka łez zaczęło spływać po moim poliku. 
- Skarbie! Wychodzę na zakupy z Danielle! 
- Dobrze mamo, baw się dobrze! - odpowiedziałem jej i otarłem policzki. Czułem się jak gówno. Westchnąłem cicho i wybrałem numer Liama. Po kilku sygnałach odebrał. 
- Hej Liam, wyzdrowiałeś już? - zapytałem siadając na łóżku. 
- Cześć. Tak, myślę, że w poniedziałek już będę mógł zagrać. Całe szczęście. Strasznie mi brakowało treningów przez ten tydzień. No i Ciebie. - zaśmialiśmy się w tym samym czasie.
- Uhum.. Niall? 
- Tak Liam? 
- Czy Ty się spotykasz z Zaynem? - zapytał a ja przygryzłem wargę. To było pewne, że albo Louis albo Hazz mu to wygadają. W końcu ze sobą mieszkają. 
- Tak jakby. Liam proszę nie wierz w te wszystkie plotki o nim. Nie znają go. Próbują mu sami wymyśleć przeszłość. Ci ludzie to debile którzy nie mają życia. - skończyłem moją przemowę ciężkim oddechem i zacząłem się bawić kołdrą. 
- A Ty go znasz Niall? - słyszałem niepokój w jego głosie. Martwił się. 
- Nie.. jeszcze nie. Nie będę go oceniać dopóki go nie poznam. - westchnąłem cicho. Po domu rozległo się pukanie do drzwi więc wstałem. - Kończę Li. Ktoś puka. Odłożyłem telefon na biurko i zszedłem szybko po schodach następnie otwierając drzwi. Zayn. Nie miałem ochoty go teraz widzieć. Po prostu. 
- Mogę wejść? - zapytał niepewnie. Ten chłopak jest strasznie dziwny. W jednej chwili zachowuje się jakby zjadł miskę pewności siebie na śniadanie, a później jest normalny. Normalny. Nie wygląda na morderce, ale ja też nie wyglądam a mimo to mam krew na rękach. Zdałem sobie sprawę że za długo i za dużo myślę i wpuściłem chłopaka do mieszkania.
- Wszystko u Ciebie okej?
Co miałem mu powiedzieć? Kiwnąłem głową żeby to potwierdzić.
- Wiem że kłamiesz. Nie musisz mnie okłamywać. Wiedziałem że to zły pomysł żebyś tam jechał Niall.
- Gdyby nie ja ten chuj by Cię pociął. - warknąłem cicho na wspomnienie zakrwawionego Zayna. Dlaczego się tym wszystkim tak przejmowałem? Czy Zayn był warty zabicia drugiego człowieka? Przecież w ogóle go nie znałem. Wiedziałem tylko jak się nazywa. Znałem go niecały tydzień. To było pojebane. Chciałem uciec. Poczułem jak jego ramiona zamykają mnie w uścisku. Idealna ucieczka. Można uzależnić się od kogoś w tak krótkim czasie? Wątpię. Ja po prostu sam tego chciałem. Chciałem rozwiązać jego zagadkę. On był zagadką. Wtuliłem się w niego. Poczułem mocniejszy zapach perfum od tych których ja używam i woń papierosów oraz kawy. Straciłem grunt pod nogami, Zayn trzymał mnie na rękach i niósł najwidoczniej do mojego pokoju. Nagle zrobiłem się senny. Poczułem tylko jak moje plecy stykają się z miękkim materacem.




Kiedy się obudziłem było już całkiem ciemno. Silne ramię obejmowało mnie w pasie, a ciepły nos był wtulony w moje włosy. Zayn.
- Śpisz? - zapytałem cicho nie ruszając się.
Kiedy nie usłyszałem odpowiedzi odwróciłem się w jego stronę. Miał otworzone oczy które błyszczały przez wpadające światło z zewnątrz. Uśmiechnął się lekko i włożył rękę pod moją koszulkę przejeżdżając palcami po moim kręgosłupie. Kiedy jego zimne palce dotknęły mojej rozpalonej skóry, prąd przeszedł wzdłuż mojego ciała wysyłając przyjemne dreszcze. Dotknął nosem mojego policzka, a gdy się odsunął musnął to samo miejsce wargami. 
- Zayn...? - zapytałem cicho wtulając się w jego klatkę piersiową. 
- Tak? 
- Dlaczego taki dla mnie jesteś? - westchnąłem cicho i zacząłem bawić się jego koszulką. 
- Bo jesteś inny. Jesteś wyjątkowy. 
Kiwnąłem lekko głową. Nie byłem wyjątkowy. Byłem normalny. Chodziłem do szkoły jak każdy inny. Miałem przyjaciół. Nie wyróżniałem się niczym. Czy to było odpowiednie? Leżeć z nim w jednym łóżku? Ludzie mieli rację z tym, że Zayn jest kryminalistą. Bo był. Tylko nie wiedziałem dlaczego. Odsunąłem się od niego i usiadłem na łóżku. 
- Wszystko okej Niall? - zapytał cicho siadając obok mnie. Tak jasne Zayn, zastanawiam się kogo by tu zabić następnego. 
- Idź już Zayn.. nie przychodź, okej? Potrzebuję czasu. 
- Niall.. - zaczął cicho ale postanowiłem mu przerwać zanim się rozmyślę. 
- Idź Zayn. Nie powinniśmy w ogóle wtedy na parkingu zaczynać tej rozmowy. Mój błąd. Wyjdź. - westchnąłem cicho i wyszedłem z pokoju nie pozwalając mu dojść do słowa. Akurat kiedy przechodziłem obok drzwi wejściowych moja mama weszła do środka.

- Jak było na zakupach? - uśmiechnąłem się lekko i wziąłem od niej torby.
- Było świetnie! - zawołała i odłożyła niechlujnie swoje szpilki, a następnie pociągneła mnie za sobą do salonu. Zaczęła mi o wszystkim opowiadać i pokazywać rzeczy które sobie kupiła. Kiedy skończyła zrobiłem nam szybką kolację i poszedłem do swojego pokoju.



Nie mogłem spać praktycznie całą noc. Kiedy tylko usypiałem śniła mi się ta chora sytuacja z piątku. Chciałbym cofnąć czas i nie zaczynać tej rozmowy z Zaynem. Gdybym tylko wiedział że naprawdę się okaże taki jak mówią inni nawet bym na niego nie popatrzył. Westchnąłem cicho na to jak szybko zmieniam zdanie i poszedłem przemyć twarz. Kiedy wyszedłem z łazienki podszedłem do okna i popatrzyłem czy u Zayna czasem nie pali się światło. Było ciemno. Spróbowałem usnąć jeszcze raz aż w końcu się udało.

________

Mam nadzieje ze Wam sie podobalo!:)
W razie pytan piszcie do mnie na twitterze: @MariettaPoland
Kocham Was, xx